blog Oli Lazar 2007-01-22 13:24:08

Niezwykle smakowita i ciekawa lektura.
Polecam!

skomentuj (3)

Szybko i smacznie 2006-07-12 21:18:44

Będzie zielono, bardzo zielono :)
Zupka brokułowa w proszku, gotujemy wedle instrukcji. Następnie bierzemy paczkę mrożonki z brokułami, bądź świeże brokuły, w zależności od preferencji obgotowujemy je, lub wrzucamy takie jakie są (te mrożone to jednak przynajmniej rozmrożone ;) ). Następnie brokuł wsypujemy do naszej zupki i miksujemy, po drodze wrzucamy ząbek albo i dwa czosnku, śmietanę do smaku i już, sliczny zielony krem w garnku :)
Podajemy z groszkiem ptysiowym albo grzankami :)
Mniam :)

skomentuj (10)

Weekend na zielono 2006-05-22 21:20:06

Ja marudziłem, że zrobiłbym coś nowego, Helena marudziła, że coś ze świeżym szpinakiem by siem zjadło. W efekcie powstała tarta ze szpinakiem (dumna nazwa, a co).
Przyznam się bez bicia, że trochę się bałem podejścia w typie ciasto, jako genetycznie obciążony uzdolnieniami w tym kierunku po matce, której to wychodziło tylko jedno ciasto, a i to nie zawsze. Kiedy więc w przepisie przeczytałem, że ciasto na kruche ciasto to się myk myk robi i bardzo prosto, błogi uśmiech wypełznął mi na twarz. Przedwcześnie.
300 g mąki, żółtko, 125g masła (zimnego), sól, pieprz. A, i łyżka wody.
Całośc szybciutko zagniatamy. Szybciutko w tym wypadku oznaczało ... cholera wie ile, gniotłem te farfocle i gniotłem, a zamiast ciasta miałem kruszonkę. Szybki rzut okiem, czy nikt nie widzi, troche dolanej wody i wszystko w końcu zaczęło się lepić. Ugniotłem kulę, w folię sreberkową i sru do lodówki.
Helena tymczasem z msciwym usmiechem pozbawiała liscie szpinaku ogonków. Przez moment zastanawiałem sie nad szybką psychoanalizą, ale ten nóż w jej ręce ...
Smutny (bo bez ogonków) szpinak w ilości pół kilograma wrzucił się do osolonego wrzątku celem zblanszowania, cokolwiek to nie znaczy. Nie pomogło mu, ogonki nie odrosły, za to wydatnie zmniejszyła się jego objętość. Zostawiony, obciekał, podczas gdy my kończylismy przygotowanie zalewy. Zalewę wykonuję się ze 150ml śmietany, dwóch jaj, 150g sera żółtego (startego oczywista), 2 ząbków czosnku oraz soku z połowy cytryny. Oraz gałki muszkatołowej. Całość bełtamy i robimy z tego w miarę jednolicie wyglądającą masę.
Kula ciasta się schłodziła, wyciągamy i rozwałkowujemy. Tu znowu ciasto odmówiło współpracy malowniczo się rozsypując po blacie. Przyłożyłem kilka razy z pięści, chlapnąłem wodą i jakoś się dało rozwałkować. Ale przenieść trzeba było w kawałkach. Foremka wysmarowana tłuszczem już czekała, ciasto na dnie i na bokach trafiło na 10 min do piekarnika nastawionego na 180 stopni. Jak już trochę się podpiekło, to załadowalismy na górę szpinak, zalaliśmy go równo masą serowo-śmietanową i z powrotem do piekarnika. Tam czekamy,sapiąc z niecierpliwości, aż góra leciutko się zrumieni, a jak się juz zrumieni, to wyjmujemy. Całość jest niezwykle sycąca, nawet taki żarłok jak ja wymiękł po dwóch kawałkach, dzięki czemu mogliśmy cieszyć się tym plackiem przez dwa dni ;)
I tylko piwa, którego nie mogłem wypić do niego żal ... ;)

skomentuj (7)

Pyszne ciasto z rabarbarem... 2006-05-11 15:21:18

... pieczemy tak:

Składniki ciasta (na średniej wielkości blaszkę, muszę kupić większą...):
- półtorej szklanki mąki
- 5 łyżek cukru pudru
- 15 dkg Palmy (czy tam innej Kasi albo masła)
- 3 żółtka

Nadzienie:
- ok. kilograma rabarbaru (może być mniej)
- ok. 15 dkg cukru kryształu
- bułka tarta
- 3 białka

Rabarbar obrałam i pokroiłam, włożyłam do garnka, posypałam cukrem (jakieś 3 łyżki) i wstawiłam do piekarnika (ok. 80 stopni). Gdy puścił sok - odcedziłam.
Do miski wrzuciłam mąkę, pokrojoną na kawałki margarynę, cukier puder i żółtka. Wyrobiłam ciasto, które potem lekko rozwałkowałam i włożyłam do wyłożonej papierem do pieczenia foremki. Uklepałam i ponaciągałam tam, gdzie było trzeba. Upiekłam (jednak!) na złotawy kolor i odstawiłam, żeby lekko wystygło.
W tym czasie Wojtek ubił - na ciepło - pianę z białek i cukru.
Na cieście ułożyłam rabarbar, popruszyłam go lekko tartą bułką i przykryłam pianą, którą posypałam jeszcze z wierzchu cukrem. Wstawiłam do lekko nagrzanego piekarnika na ok. 10 minut, aż piana się zarumieniła i zamieniła z wierzchu w delikatną bezę.
Ciasto wyszło dokładnie tak jak miało, więc może dlatego zniknęło nadzwyczaj szybko... Trzeba będzie zarządzić powtórkę, dopóki można jeszcze kupić rabarbar.
Smacznego! :-)

skomentuj (6)

Zimowy Meksyk 2006-02-25 17:57:40

No tak nas naszło jakoś, po troszę dlatego, że Helena znalazła świetny przepis na ciasto, po trosze dlatego, że zachciało nam się egzotyki ;)
Czyli, robimy tortille. Chyba.
Albo coś podobnego ;)
Ciasto to pikuś, mąka, mleko, proszek do pieczenia, troche oleju (do ciasta, patelnia ma być sucha). I wychodzą z tego śliczne, blade placuszki.
Jedna puszka (czerwona fasola), druga puszka (kukurydza) a do tego połówka z piersi kurczaka pokrojona w paski (cudem uratowana przed czarną BESTIĄ którą zapach surowego kurczaka doprowadza do ekstazy). Farsz dusimy, przyprawiamy jak nam sie podoba (w tym wypadku było curry, pieprz, papryka ostra, papryka słodka), trzemy w miedzyczasie żółty ser, a potem robimy ruloniki:
placek, na to ser, na to farsz i zawijamy. Na chwilę do piekarnika, żeby ser sie stopił, w miseczce robimy sos z jogurtu i czosnku którym polewamy gotowe już danie.
A teraz ja sobie rozkosznie potrawię jeszcze trochę, jak mi się coś przypomni, to jeszcze dopiszę ;)
P.S. Aha, po włożeniu do piekarnika, ciasto twardnieje, tortilli nie grozi zatem rozsypanie sie w trakcie przenoszenia na talerz i w czasie jedzenia. Aczkolwiek uważać trzeba ;)

skomentuj (0)

"- Ma pani takie piękne zęby.... - Wsystkie tsy?" 2006-01-04 16:59:30

helena:

Pojawienie się w naszym życiu nowego domownika spowodowało znaczną zmianę w doborze posiłków.
Zamiast krwistych befsztyków i pieczonych ziemniaków - zupy - kremy.
W zastępstwie mocnych alkoholi, jaboli i win musujących (no dobra, tak naprawdę nie pijemy tego wszystkiego, tym bardziej naraz, ale konwencja mnie zmusza) - delikatne drinki na bazie skondensowanego mleka.
Miejsce czekolad, orzeszków i pierników zajmują koktajle owocowe.
Nowy domownik jest malutki, ale umie pokazać, co potrafi!
A że raczej już nam jest z górki (Wojtkowi to nawet bardziej, gdyż starzeje się w zastraszającym tempie trzech lat rocznie), i z gryzieniem rozmaitych potraw kłopotów zaczyna być co nie miara, z ochotą przystajemy na jego propozycje i stopniowo wprowadzamy zmiany w menu.

Oto jedno z dań:

Zupa - krem z groszku.

Do gotującego się litra wody wrzucamy drobiową (lub drobiowo - warzywną) kostkę rosołową, pokrojoną włoszczyznę (por, seler, pietruszka, ze dwie marchewki), zeszkloną na patelni cebulę oraz 2 puszki groszku. Kiedy warzywa będą mięciutkie, dodajemy lubiane przez nas przyprawy i całość dokładnie miksujemy. Dodajemy dużo śmietany. Podajemy z grzankami albo groszkiem ptysiowym.
Zupa będzie jeszcze lepsza, jeśli do wymienionych składników dodamy jeszcze kurze udko. Ale w okolicznych sklepach udka nie było, ha.

Notkę sponsorował nasz nowy domownik - mikser firmy Braun...

skomentuj (5)

W życiu ... 2005-12-03 22:06:29

... każdego człowieka, niezależnie od przynależności płciowej, wyznawanej religii, głupoty, mądrości czy innego paskudztwa nadchodzi czas potwornego łaknienia na słodkie.
Pewnym rozwiazaniem wydaje się być mocno posłodzona herbata w parze z ciepłymi kapciami, jednakze jako osoby nie poddajace się modzie na łatwiznę, postanowilismy ugasic to pragnienie czymś bardziej wyrafinowanym ;)
Jubilatem został Maniek (bo pretekst jest tu bardzo wazny), łaknienie zaspokoic miał tort. Jednakże musiał on byc w przygotowaniu niewiele bardziej skomplikowany jak odwiniecie Snickersa z papierka. Do rzeczy więc.
Spody tortowe kupione, szybko i łatwo, do tego śmietana i usztywniacz (NIE, NIE DO TEGO O CZYM MYŚLICIE ZBEREŹNIKI !!!!!!!!), do tego dwie puszki z owocami. Owoce w zasadzie dowolne, w tym przypadku był to coctail z owoców egzotycznych i ananasy.
Śmietanę ubijamy, cukrząc i hue,hue, usztywniając, cukrzymy nie za dużo, ma być bardziej kwaśno-słodkie niż słodko-kwaśne. Ubitą śmietanę kładziemy na spód, na to owoce, na to kolejny spód, kolejne owoce i tak do zakończenia materiałów ;)
następnie konsumujemy i cieszymy sie, ze na jakies dwa dni nie bedzie nam sie chciało słodkiego :)

skomentuj (4)

Księga Gości